Nasze wakacyjne MUST HAVE…

To lato daje Ani wyjątkowo w kość, chociaż chyba określenie w skórę byłoby bardziej adekwatne. Bardzo tłuste maści, jak masło shea, które sprawdzały się zimą teraz nasilają swędzenie, a słońce zamiast leczyć powoduje, że skóra piecze jak polewana wrzątkiem. I powstaje problem. Czy wystawiać skórę na słońce, żeby wytwarzała się witamina D, którą również suplementujemy? Czy chronić przy każdym wyjściu filtrem 50+?

Staramy się to wyśrodkować. Nie wychodzimy z Anią w pełne słońce. Na spacery wybieramy późne popołudnie. Wtedy używamy filtru 30 lub nie smaruję Ani wcale. Jeśli jednak trzeba wyjść w godzinach między 10 a 15 przed wyjściem stosujemy krem z filtrem SPF 50+. Jako, że Ani skóra zdecydowała, że na Babydream, który sprawdzał się w zeszłym roku – w tym roku będzie reagować podrażnieniem i pieczeniem zajrzałam do mojego guru kosmetycznego Srokao, co poleca na rok 2019. I tak…

Przed wyjściem z domu stosujemy La Roche-Posay Anthelios Ultra na całą skórę… Nie bieli, jest bezzapachowa, dość tłusta i pozostawia na skórze wyraźnie wyczuwalny film ochronny. Posiada filtry UVB, UVA i antyoksydanty.

Do torebki zabieram Alphanova Sun wodoodporny, z wygodnym do stosowania aplikatorem roll-on również z filtrem 50+. Formuła bez nanocząsteczek, parabenów, filtrów chemicznych i konserwanów. Wzbogacony w aloe vera, olej jojoba i taman. Ma niestety dość wyraźny, jakby migdałowy zapach (na opakowaniu określony jako MONOI, cokolwiek to znaczy) i trudno się rozprowadza po skórze, pozostawiając lekko białawą warstwę.

Jeśli nie ma pełnego słońca używamy Nacomi Natural Suna Protection Emulsion SPF 30. Jest najbardziej bielący z wyżej wymienionych, ma również wyraźny zapach, ale zarówno Ani jak i mnie bardzo przypadł do gustu. Mam jednak problem z rozsmarowaniem go w miejscach gdzie skóra się łuszczy lub jest zmieniona. Emulsja jest na bazie naturalnych składników takich jak olej ze słodkich migdałów, awokado, arganowy, kokosowy i masło shea. Uzupełniają jest cztery rodzaje filtrów słonecznych.

Jednak największym wyzwaniem jest dla nas samo uczucie gorąca i pocenia się. Kiedy Ania zaczyna reagować, że całe plecki bardzo pieką, nie ważne czy to w samochodzie czy na dworze czy w domu, np. podczas biegania staramy się je schłodzić. W pierwszym odruchu polewamy je wodą, jeśli jest taka opcja i to daje ulgę. W sytuacjach, gdy jest to niemożliwe stosujemy żel z Holika Holika Aloe 99%. Cudownie chłodzi! Ma delikatny, jakby ogórkowy zapach, żelową konsystencję, która bawi Anię gdy po chwili spływa jej po paluszkach. Po wyschnięciu skóra pozostaje lekko klejąca, co mnie osobiście przeszkadza, więc jak tylko docieramy do domu w pierwszym odruchu bierzemy prysznic.

Właśnie planujemy nasz trzeci w tym roku pobyt w górach w związku z wizytą u Pani Dietetyk, więc robię zapasy. Wszystkie produkty kupuję na Allegro, a dzięki wykupionej opcji Smart nie znajduję bardziej ekonomicznej opcji. Marzy nam się zmiana klimatu na dłużej niż 3 dni, może w październiku po sezonie uda nam się pojechać na 2 tygodnie nad morze. Sporo czytałam na ten temat i jesienna aura, większe fale są wręcz bardziej wskazane, niż obecny żar z nieba i sztafeta z parawanów 😉

2 myśli na temat “Nasze wakacyjne MUST HAVE…

Dodaj komentarz