„Uwięziony krzyk” i moje ciary na plecach…

Dwa wieczory i jeden poranek. Tyle zajęło mi pochłonięcie tej książki i to tylko dlatego, że Agatka ząbkuje i budzi się przeciętnie co 30 min. A gdy budzi się już po północy orientuję się, że warto by już iść spać, bo jutro dzień znów zacznie się przed 6 ?

Na książkę czekałam od czerwca zeszłego roku. Przypadkiem trafiłam na wpis na fb udostępniony przez kogoś znajomego… i poraziło mnie totalnie… na jakiś czas wszystko się przewartościowało… co jest ważne a co nie, czym są moje „wielkie problemy”, złości, że coś leży nie tam gdzie trzeba, że muszę coś zrobić, a chciałabym coś innego… A w książce czytam:

„Z kolei inna pielęgniarka, Blondyna, ze mną rozmawiała i co najlepsze, rozumiała moje odpowiedzi na zadane pytania. Była moją idolką.
Skąd wiedziała, co chcę przekazać? Zadawała mi pytania i powoli, patrząc mi w oczy, podpowiadała różne odpowiedzi, Potem mi wytłumaczyła, że przy prawidłowej źrenice mi się rozszerzały. Można?”

Anna Naskręt pochodzi z mojego miasta. Nie wiedziałam wcześniej o tragedii, która wydarzyła się w jej życiu, w życiu jej rodziny. W książce opowiada historię swojej choroby, życia po niej, dochodzenia do zdrowia i pogodzenia się z jej konsekwencjami. W wieku 24 lat, gdy miała męża i dwuletnią córeczkę doznała udaru. Całkowity paraliż nie oznaczał, że przestała myśleć i rozumieć… To otwiera oczy czytelnika jeszcze szerzej na całą sytuację. Moja mama przez lata opiekowała się chorą na Altzheimera mamą. Babcia najpierw zapominała kim jest i gdzie jest, przestała pisać i czytać. Potem przez 7 lat nie chodziła, nie mówiła, nie komunikowała się w żaden sposób. Czasem zdarzało jej się śmiać czy płakać, więc nie wiemy jak i na ile funkcjonował jej mózg. Jak bardzo jej choroba go objęła. Czy nas poznawała…

Gdybym tylko miała warunki pochłonęłabym tę książkę bez odkładania z ręki. Tak poraża! Uzmysławia ogrom cierpienia osoby, która nagle straciła kontrolę nad własnym ciałem. W wieku 24 lat! Mając 2 letnie dziecko… Mam 3 małych dzieci i czytając pół książki zastanawiałam się, co w tym czasie dzieje się z jej córką. Jak ona to przeżywa, do tej pory będąc z mamą 24h na dobę…

A w tle przykry obraz polskiej służby zdrowia. Wiem doskonale jak trzeba w nim lawirować, żeby cokolwiek załatwić. Poziom opieki zależy od głębokości portfela. A dla rządzących niepełnosprawni nie są wystarczająco duża pulą osób głosujących, by warto w nią inwestować. Za duży koszt, za małe rezultaty.

Kiedyś kupowałam książki nałogowo, żeby je pochłonąć i „MIEĆ”. Marzyłam o pokoju z własną biblioteką, fotelem bujanym, lampą stojącą i starym biurkiem. I setkach książek. Dziś, bliżej mi do minimalizmu. Książki rozdaję lub sprzedaję, wypożyczam z biblioteki lub czytam na Legimi. Jeśli kupuję to głównie dla dzieci. Ale tę musiałam kupić! Dla uczczenia autorki! W śremskiej księgarni… i nie pozwolę jej leżeć. Gdy najbliższa rodzina i znajomi przeczytają pójdzie w świat…

Pani Anno ogromne gratulacje dla Pani za walkę o zdrowie, szczęście i Miłość. Hart ducha i siłę wewnętrzną. Myślę, że tę książkę powinien przeczytać każdy. I zdrowy by ogarnąć, co w życiu ważne. I niepełnosprawny by naładować się Pani energią i siłą. I młodzież by zobaczyć, że nie ma nic na zawsze i trzeba cieszyć się tym co mamy i korzystać póki mamy na to szansę. Dla każdego z nas to lekcja empatii i kubeł zimnej wody. Dziękuję za wylanie go na mnie…

Na koniec jeszcze jeden cytat:

„Jak być szczęśliwym? Zmniejszyć oczekiwania wobec tego, co los przynosi, i nie dążyć do szeroko pojętego ideału, ale być zadowolonym z tego, co się ma, i z tego co się osiągnęło…”

4 myśli na temat “„Uwięziony krzyk” i moje ciary na plecach…

  1. Niestety, taki to los człowieka, że by dostrzegać to, co można stracić, musi najpierw doświadczyć czegoś traumatycznego. Co więcej, choć oczywiście nie na wszystko mamy wpływ, często sami się wyniszczamy nie patrząc na to, że w przyszłości konsekwencje mogą dotknąć nie tylko nas samych, ale i całe nasze otoczenie…

Dodaj komentarz